czwartek, 4 października 2012

Czy pozwolić ludziom urządzać imieniny/urodziny w pracy?

Jestem za tym, by pozwalać ludziom organizować małe nieformalne spotkania w biurze, oderwane tematem od pracy, ale w niewielkiej liczbie i stylu dopasowanym do składu i możliwości. W dzisiejszych czasach praca często wchodzi do domu - dajmy ludziom poczucie równowagi.

W przeszłości uczestniczyłam w różnego rodzaju imprezach. Gdy pracowałam w małych firmach to fakt imienin był obchodzony w bardzo zauważalny sposób. Były kwiaty, bombonierki, szampan, domowe ciasto. Wszyscy, także właściciele, schodzili się do jednego pomieszczenia o ustalonej godzinie i była to okazja do spotkania w firmowym gronie i pogadania o sprawach prywatnych, ale często też firmowych. Takie „piwo bez piwa” w czasie pracy.
W firmie prowadzonej przez człowieka bardzo komunikatywnego, nastwionego na ludzi, spotkania te trwały nawet godzinę, w firmie bardziej formalnej nie dłużej niż 20 minut. Ze względu na małą liczbę osób i znajomość każdego z każdym, obowiązywała zasada zapraszania wszystkich.
Zmieniało się to w dwóch przypadkach:
  • firma się rozrastała i przygotowywania ciasta itp. dla ponad 50 osób zaczęło się robić uciążliwe. Wtedy następował naturalny podział na podgrupy.
  • zmiana przełożonego, a przez to kultury pracy. Po prostu miało się uczucie, że to nie jest dobrze widziane (oczywiście zależało do tego jaki był nowy szef).
W nowej sytuacji imieniny były obchodzone w ramach pokoju lub kilku bardzo zaprzyjaźnionych osób. Jeżeli pojawiało się ciasto to w niewielkich ilościach i to raczej tak, by nie razić tych, którzy go nie dostali. O szampanie w ogóle już nie było mowy, nawet bezalkoholowym.
Niezależnie od liczności gości zrzucanie się na prezent zależało od dwóch czynników: 
  • Chęci którejś osoby do zrobienia przyjemności solenizantowi i wtedy ona brała na siebie ciężar organizowania zakupów i zbierania pieniędzy. 
  • Zwyczaju, wynikającego z tego, że w większości sytuacji był ktoś kto chciał zadbać o ten dzień – wtedy najczęściej była jakaś stała osoba w grupie, która poczuwała się do zorganizowania zbiórki i zakupu prezentu.
Z mojego doświadczenia wynika, że wśród mężczyzn zawsze znajdzie się osoba, która potrafi to świetnie zorganizować. Mi zdarzało się zbierać pieniądze na prezent tylko kilka razy przez te kilkanaście lat pracy z kolegami.

Jako przełożona musiałam jednak trzymać te spotkania w ryzach. Nie mogły się one przeciągać w nieskończoność – wtedy najczęściej rzucałam hasło „No dobra, Panowie, pogadaliśmy, pojedliśmy, ale robota czeka”.  
Trudno było zorganizować takie spotkanie w czasie dla wszystkich wolnym. Kiedy kogoś nie było, a mógłby się on poczuć źle z powodu nieobecności, trzeba było zauważyć, że może warto zostawić mu kawałek ciasta. Najczęściej dawałam sygnał tylko w ostateczności. Lepiej, gdy ktoś z zespołu to zauważał i raczej zawsze tak było. Gospodarzem nie byłam ja, więc nie mogło być to polecenie, ale jedynie propozycja. 
Choć spotkanie jest nieformalne to nie oznacza, że może być na nich totalny luz. To jednak miejsce pracy i pewne zasady muszą by zachowane, jak np. ta, że po imprezie musi pozostać czysto, jakby jej nie było. 
Gdy kogoś imieniny wypadały w trudnym okresie dla zespołu, np. końcówka projektu, to zdarzało się, że ludziom trudno było oderwać się od komputera. Wtedy przechodziłam się po biurze i namawiałam ludzi na chwilę odpoczynku. Dla projektu nie było to najlepsze, ale długofalowo wychodziło na dobre – ludzie czuli, że nawet w trudnej sytuacji są ważniejsi niż projekt, że to oni, a nie ich praca jest wartością zespołu.
Takie spotkania były też okazją do obserwacji nastrojów w zespole. Bardzo duże zaangażowanie w projekt w momencie spiętrzenia powodowało, że spotkania szybko się kończyły. Innym powodem mógł być też konflikt - wtedy brakowało ochoty na wspólne przebywanie w jednym pomieszczeniu. Kiedy mimo spiętrzenia w projekcie ludzie zostawali dłużej mogło to oznaczać przepracowanie, negatywne nastawienie do celu projektu albo inną przyczynę, np. chęć poznania nowej osoby, która akurat pierwszy raz poczuła się u siebie i się otworzyła. Czasami jako szef musiałam wybierać który z celów: krótkofalowy (projekt) czy długofalowy (dobra współpraca zespołu) jest w danym momencie ważniejszy.

Członkami zespołu są ludzie i trzeba im dać przestrzeń do bycia ludźmi. Każdy z nas jest najpierw człowiekiem, a potem pracownikiem, nawet gdy wszyscy dookoła mówią inaczej.

wtorek, 2 października 2012

Jak zachować się gdy lecą „męskie kawały”?


Gdy słyszymy „męski kawał” i jest śmieszny to jak najbardziej się śmiać, ale jak ktoś przegina to należy dać jasno do zrozumienia, gdzie są granice. Należy pamiętać, że są też sytuacje, gdy ten sam kawał może wywołać różną reakcję.

Pod pojęciem „Męski kawał” rozumiem śmieszne opowiadanie, które często zawiera brzydkie słowa lub dotyczy męskich stref zainteresowania, a także wiele z tych, w których wyśmiewa się kobiety.
Jeżeli kawały zawierają brzydkie słowa to można zareagować na trzy sposoby:
  • Śmiać się z kawału, bez zażenowania, gdyż ich użycie jest złagodzone przez inne czynniki, jak wcześniejsze ostrzeżenie, że to cytat, czy użycia w tym konkretnym przypadku 
  • Śmiać się z kawału, bo jest śmieszny, ale czuć zażenowanie z powodu brzydkich słów 
  • Sam kawał jest na granicy przyzwoitości, a często daleko poza nią.

Choć nie mam pamięci do kawałów, to te z pierwszego zakresu staram się nawet zapamiętać. Większość często nie nadaje się do powtórzenia w „nie męskim” gronie, ale w ścisłym znanym gronie już mogą być odebrane pozytywnie.
Z drugą kategorią należy postępować ostrożniej. Tu mogą się znaleźć kawały, które nie powinny być więcej powtarzane przy kobietach, ale też takie, które są dopuszczalne, ale np. tylko przy piwie. Komunikat jaki wysyłamy musi być konkretny i trafny, by ktoś nie odebrał go jako informacji, że nie umie opowiadać kawałów. Najlepszym sposobem jest żart, np. „Masz szczęście, że dzisiaj nie mamy gości. Gdyby jeszcze była z nami Żaneta to za te brzydkie słowa byś oberwał”.
Z trzecią grupą nie należy się patyczkować i jasno komunikować, że ktoś przegiął. Jeżeli opowiadającym jest osoba, której często się to zdarza, może to oznaczać, że nie czuje ona różnicy między pasującym i niepasującym kawałem. Dobrze jest wtedy podać przyczynę, by ułatwić jej rozpoznanie gdzie leży granica, np. „No, teraz przegiąłeś. Poszedłeś w temat, który totalnie nie pasuje do grona, w którym jest kobieta”.
Nie trzeba od razu traktować takiego zachowania jako skierowane przeciwko nam - nie każdy ma w domu wzory odpowiadające standardom. Po kilku takich wpadkach prawie każdy uczy się, że jest to obszar, w którym należy być uważnym. A jak wiemy jedni uczą się szybciej, a inni wolniej.

Kawały z obszaru męskich stref zainteresowania mogą być świetnym miejscem do podbudowania męskiego ego, np. gdy nie rozumiemy o co chodzi. Często jest to kolejny powód do śmiechu dla rozbawionego już towarzystwa. Przyznanie się do braku wiedzy wymaga odwagi, ale należy pamiętać, że nie wszyscy to zauważą. W tej sytuacji należy być ostrożnym, gdyż bardzo łatwo można się znaleźć po stronie umniejszania siebie jako osoby nie znającej podstaw, bo przecież „nawet głupi to wie”. Czasami lepiej pośmiać się udając, że się wie o co chodzi.

Strefa wyśmiewająca kobiety jest bardzo trudna. Ostatnio zmienia się postrzeganie kobiet przez społeczeństwo, zmieniają się też stosunki między kobietami. I w zależności jak bardzo ta zmiana dotyczy grona, w którym przebywamy można podejść do takich kawałów albo pozytywnie wyśmiewając świat kobiet albo negatywnie, gdy grono słuchaczy do tego nie dorosło. Praktycznie to jest tak, że jeżeli ktoś ma dystans do jakiegoś tematu to wyśmiewa się słabości pamiętając o mocnych stronach. A jeżeli ktoś tego nie wie, to obraz pokazywany przez kawały jest jedynym jaki zna. A kto ma dbać o pozytywny obraz kobiet jak nie my - Kobiety?

Niezależnie do płci osób słuchających trzeba wziąć pod uwagę grono w jakim się znajdujemy. Jeżeli w pobliżu znajduje się ktoś, na kogo zdaniu nam zależy, albo kto może nam mocno zepsuć PR, lepiej wtedy przyjąć postawę bezpieczną i wyżej postawić poprzeczkę naszym reakcjom na „męskie kawały”.

Reakcja na „męskie kawały” niczym się nie różni od tego jak reagujemy na kawały przynoszone przez dzieci ze szkoły. Z większości się śmiejemy, ale są takie gdzie trzeba zareagować ostro, by dziecku pokazać granice.